Na fiesty jeździ się trochę jak na wojnę

czwartek, 08.10.2015r.
Autor: napisał/a 6 artykułów.

Na-fiesty-jeździ-się-trochę-jak-na-wojnę_2_MCCzas hiszpańskich fiest jest szczególny. W znaczeniu zjawiska społecznego fiestę uznaje się za fenomen kultury europejskiej. Pełna kolorów i głośnych petard nie jest rozrywką samą w sobie, mimo pozorów, jakie stwarza wokół siebie. Zakorzenione w tradycji zachowania, zależne od charakteru fiesty, powtarzane na nowo w większości wiosek i miast hiszpańskich, są warunkiem pewnej ciągłości, tak przecież istotnej dla budowania tożsamości grupy. Fiesta jest dobrym przykładem niematerialnego dziedzictwa etnograficznego danej zbiorowości.

Ni stąd, ni zowąd cała dotychczasowa biel stała się różowa od rozlanego wina

W południe w niedzielę szóstego lipca wybuchła fiesta. Niepodobna nazwać tego inaczej – tak wydarzenia Los Sanfermines zapowiada amerykański noblista w dziedzinie literatury Ernest Hemingway. Święto ku czci św. Fermina, patrona Navarry, obchodzone jest co rok w Pampelunie, na północy Hiszpanii. Opiera się na trzech niezależnych ceremoniach: religijnej celebracji, targach i walkach byków. Od 1950 roku obchody uległy przeobrażeniom, podobnie jak i społeczeństwo. Straciły dużo z charakteru religijnego, stopniowo stały się wydarzeniem świeckim, chociaż mieszkańcy miasta mocno przeżywają celebrację, której nieraz towarzyszą momenty skupienia i powagi.

Tego poranka biel kłuła w oczy. Ludzie napływali zewsząd i wszyscy szli w tym samym kierunku – na plac Consistorial – niekończący się pochód białych spodni i koszulek, czerwonych chust i szarf. A potem, kiedy eksplodowała petarda, świat zmienił się w ułamku sekundy – tak dziennikarka Katarzyna Kobylarczyk w reportażu „Pył z landrynek. Hiszpańskie fiesty” relacjonuje obchody Sanfermines. Szóstego lipca w samo południe z balkonu ratusza zostaje wystrzelona raca świetlna zwiastująca początek wydarzenia. Ni stąd, ni zowąd cała dotychczasowa biel stała się różowa od rozlanego wina, zmieniła się w potok. Wszędzie leżało stłuczone szkło. Obcy ludzie rzucali się sobie na szyje, ściskali się i pili. (…) Miasto stało się mokre, lepkie i szalone, jakby ktoś na moment zanurzył je całe we szklance z winem. Widać, że załamuje się religijny charakter tego wydarzenia. Pierwiastek sacrum tkwi nie tyle w sposobie celebrowania, ile w genezie święta.

Następnego dnia o godzinie ósmej rano rozpoczyna się gonitwa. Gdzieś daleko huknęła petarda, pierwsi valientes rzucili się do ucieczki, na oślep, przed siebie i na boki. Jacyś ludzie w popłochu, w panicznej ucieczce przeciskali się między rozchwianymi deskami (…) a wtedy nagle pojawiły się byki. I było dokładnie tak, jak powiedział później Larry, dokładnie tak. Łap, fruuu i po sprawie. Śmiałkowie z Pampeluny, razem z setkami turystów, biegną przed bykami wąskimi ulicami miasta aż do areny Plaza de Toros, gdzie wieczorem odbywa się corrida.

Mimo, że el encierro, czyli przepędzanie byków, to najbardziej popularny element sanfermines, nie brakuje innych atrakcji, m.in.: procesji, pochodu grupy wielkich postaci zrobionych z masy papierowej czy pochodu kawalerów z areny byków na Plaza del Castillo. Może nikt by nie przypuszczał, że największym zainteresowaniem w czasie celebracji sanfermines cieszą się pokazy sztucznych ogni. Tysiące mieszkańców Pampeluny przychodzą co noc o godzinie dwudziestej trzeciej pod zamek, aby oglądać niecodzienne widowisko.

1 2

Na fiesty jeździ się trochę jak na wojnę
  • 0.00 / 5 5
0 ocen/y, 0.00 śr. ocen (0% punktów)

Komentarze Facebook:

Komentarze/y

Komentarze czasopisma:

Dodaj komentarz

Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.