Jasna i ciemna strona akademika

czwartek, 12.12.2013r.
Autor: napisał/a 3 artykułów.

aa„Szybkie papa od rodziców i oto jestem. Pojęcia nie mam, czego się spodziewać. Kumple mówili, że warunki bez szału, że pokoje pamiętają pewnie naszych rodziców, którzy studiowali tu kilkanaście czy kilkadziesiąt lat temu, a jak dobrze pójdzie, to może nawet będę spał na tym samym tapczanie, na którym spał mój staruszek. Ale to mało ważne, bo rzekomo nie będę miał i tak czasu na zachwycanie się bądź ubolewanie nad stanem mojego przyszłego, nazwijmy je, mieszkanka, gdyż niekończąca się impreza ma mi w tym skutecznie przeszkodzić. Co mi tam, myślę sobie, wchodzę. Nie zobaczę, to się nie przekonam, a ludziom, kimkolwiek by oni nie byli, wierzyć i tak nie potrafię. Krótka kolejka do recepcji, no tak. Nie jestem przecież jedynym świeżo upieczonym studentem, wprowadzającym się do akademika. Kilkanaście minut w kolejce i przychodzi moja kolej, „niestety nie ma Pan wyboru, zostały tylko trójki” – słyszę. Dla mnie tam bez różnicy. Chwila podpisywania papierków, dostaję kluczyk z jakimś tam numerem i ruszam. Szóste piętro, winda ciasna, torba duża, na ten kurs się nie wcisnę. Perspektywa wspinania się schodami na szóste piętro z torbą ważącą chyba więcej ode mnie rysuje się niezbyt kolorowo, czekam więc. Koło mnie jakiś dwóch typów rozprawia o poprzednim roku w akademiku. Gdyby nie to, że zawiązywanie nowych znajomości przychodzi mi równie łatwo co latanie, może nawet bym coś podpytał, nic jednak z tego. Kilka minut później jestem u celu podróży. Nie zastanawiam się zbyt długo, wsadzam i przekręcam kluczyk w drzwiach. Na pierwszy rzut oka widzę, że jest lepiej, niż się tego spodziewałem. Meble zdecydowanie wyglądają na stosunkowo nowe, łóżka raczej nie sprowadzane z Białego Domu, ale wyspać da się na pewno. Jedyny minus to może lekka ciasnota, ale z drugiej strony to tylko akademik, nie apartament w rynku, nie ma co wybrzydzać. Jakoś tych studentów trzeba przecież pomieścić.”

Relacja nieznanego kolegi dość dobrze opisuje proces wprowadzania się do akademika. Co ciekawe, nazwa akademik powstała od nazwy własnej jednego z pierwszych domów studenckich powstałych w Polsce – DS Akademik – i zastąpiła wcześniejszą „bursę”. O domach studenckich krąży wiele opowieści. Jak to zwykle z nimi bywa, jedne bliskie prawdy, inne od razu powinny powędrować na półkę z podpisem „baśnie”. Pewnym jest jednak, że plotka, jakoby życie w akademiku było jedną wielką imprezą a nauka była praktycznie niemożliwa, plotką pozostanie – bo z prawdą wspólnego ma niewiele. Oczywiście znajdą się tacy, którzy się z tym nie zgodzą, oni jednak sami wybierają tryb niekończącej się balangi, czasami zresztą zatruwając życie uczącym się sąsiadom.

1 2

Jasna i ciemna strona akademika
  • 3.00 / 5 5
2 ocen/y, 3.00 śr. ocen (70% punktów)

Komentarze Facebook:

Komentarze/y

Komentarze czasopisma:

Dodaj komentarz

Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.