Linijką w dłoń

czwartek, 08.10.2015r.
Autor: napisał/a 4 artykułów.

kary3.kpWśród uczniów trudno znaleźć pochlebne opinie o polskim szkolnictwie. Nudne lekcje, kadra podstarzałych nauczycieli, a przede wszystkim źle skonstruowany system, nienadążający za zmieniającym się społeczeństwem. Z drugiej strony, wiele osób – zwłaszcza przedstawicieli starszego pokolenia – narzeka na bezstresowe wychowanie i pazerność młodych. Stara mądrość ludowa głosi, że najlepszym remedium na rozbestwienie ucznia jest porządne lanie. Od dawien dawna wychowawcy wykazywali się niezwykłą pomysłowością, a nawet okrucieństwem, w motywowaniu swoich podopiecznych do nauki. Jednak czy takie metody mają w ogóle sens?

Ku czci Artemidy

Jednym z najbardziej reprezentatywnych przykładów ekstremalnie „zimnego chowu” było wychowanie w starożytnej Sparcie. Kult ciała i siły wzrastał kosztem rozwoju intelektualnego. Co więcej, fakt, że niewielka część społeczeństwa posiadała pełne prawa obywatelskie, sprawiał, iż Spartanie celowali w militarno-wojskowy model wychowania, który miał pomóc w utrzymywaniu ludności w ryzach. Jednak jak to wszystko ma się do kar cielesnych?

Ze względu na podział społeczny zbiorowości oraz samą mentalność Spartan – istniała bardzo silna zależność między zwykłym obywatelem a państwem. De facto, jak wiemy z pism Likurga, oznaczało to, że dziecko należało do państwa. Zarówno chorowite, jak i urodzone jako kaleki niemowlęta były porzucane w górach Tajgetu. Każde dziecko po siódmym roku życia było odbierane rodzicom i od tego czasu rozpoczynało w koszarach intensywne szkolenie, zmierzające do stworzenia sprawnego fizycznie żołnierza. Młodzież była traktowana surowo, a na porządku dziennym był system nagród i kar, mający na celu doprowadzenie młodego ciała do granic możliwości. Silna chłosta przed ołtarzem Artemidy Ortii oraz tak zwana krypteja, czyli test przetrwania w dziczy przez rok, były częścią systemu edukacji.

Sens życia według brytyjskich belfrów

Surowe wychowanie rozpowszechniło się w Europie za sprawą doktryny zwanej In loco parentis (w dosłownym przekładzie „w miejsce rodzica”). Koncepcja ta znacznie rozszerzała uprawnienia wychowawcy względem dzieci. W kształceniu młodego człowieka nauczyciel przejmował rolę ojca i matki – tym samym zyskiwał niemalże nieograniczone możliwości egzekwowania swoich wymagań. Wtedy też zyskała na popularności większość metod, o których słyszymy do dziś – klęczenie przez parę godzin na grochu i kaszy gryczanej, bicie linijką po rękach lub „ośla ławka”. W myśl idei In loco parentis jak grzyby po deszczu zaczęły wyrastać placówki oraz pensje specjalizujące się w powyższych metodach. Jedna z pierwszych została otwarta w Manchesterze w 1855 roku. Stopniowo tą drogą poszły inne szkoły europejskie i amerykańskie. Zaskakująco dużą popularność podobne placówki zyskały w Niemczech, gdzie jeszcze na początku obecnego wieku wiele słyszano o znęcaniu się w sierocińcach i poprawczakach. Co ciekawe, praktyki te zostały zakazane dopiero pod koniec XX wieku, kiedy powszechnie nowelizowano zasady obowiązujące w zakresie ochrony praw dziecka.

1 2

Linijką w dłoń
  • 0.00 / 5 5
0 ocen/y, 0.00 śr. ocen (0% punktów)

Komentarze Facebook:

Komentarze/y

Komentarze czasopisma:

Dodaj komentarz

Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.