Nowy ogląd starej rzeczy

czwartek, 14.11.2013r.
Autor: napisał/a 8 artykułów.

Nowy oglad starejReczy7777Kiedy studiowałem we Wrocławiu, często zdarzało mi się odwiedzać tamtejszy Ogród Botaniczny. Jest to jedno z najpiękniejszych miejsc tego miasta. Robiłem to wtedy niezbyt legalnie – i tu przyznaję się do studenckiego nadużycia – ponieważ pieczątka „filologia polska” w mojej legitymacji studenckiej była na tyle kiepsko odciśnięta, że przy odrobinie bezczelnej sugestii jawiła się bileterkom jako „biologia polska”. A że studenci kierunków przyrodniczych za wstęp płacić nie muszą…

Daj studentowi palec, a rękę ci odgryzie. W „botaniku” zacząłem spędzać także wieczory – skok przez płot i jestem. Stały stróż szybko zrozumiał, że żaden ze mnie szabrownik czy też inny wandal i tolerował moją obecność w zamian za kilka minut czysto ludzkiej konwersacji.

Któryś z tych niby-botanicznych wieczorów okazał się płodniejszy niż inne. Nasączony nieco etanolem – bo tak zazwyczaj wyglądają męskie rozstania z kolejną miłością życia – wpadłem na pewien… krzew. A zaraz potem na pomysł.

Była wiosna. Pamiętam, że zezłościłem się na własny (kolidujący z krzewem) stan upojenia i nieuwagi, dodatkowo podsycony świeżo przebytą grypą. Nakląwszy w niecenzuralnych myślach na wszelkie wirusy oraz atakujące mnie po ciemku krzaki, zauważyłem pewną korelację. Czasami tak bywa; ten stan umysłu poeci nazywają natchnieniem.

Zastanowić się warto

Otóż „zarazki” wirusów nie są organizmami żywymi. Więcej – nie przystaje do nich ani słowo „żywy”, ani „organizm”. To twory z pogranicza: ich kod genetyczny zamknięty jest w kapsułce z białek, ale nie oddychają, nie jedzą, nie wydalają, nie poruszają się samodzielnie, a co najważniejsze – same nie mogą się rozmnażać. Do tego aktu wykorzystują funkcje prawdziwie żyjącego stworzenia. Są tak skonstruowane, że wniknąwszy w komórki infekowanego przez siebie ciała, zmuszają je do namnażania swoich własnych kopii, częstokroć blokując ich pierwotne funkcje. Słowem, ten swego rodzaju niewidoczny pasożyt wymusza na nas reprodukcję i rozsiewanie siebie samego, rozmnożonego do granic możliwości swego nosiciela. Idea samolubnego genu ma się dzięki nim całkiem dobrze.

Idę na piwo, pomyślałem czysto po studencku, ocierając twarz po niechcianym pocałunku rośliny. Aha – nagle podjął myśl mój protonaukowy umysł – czyli w zasadzie idziesz wspierać produkcję alkoholu, tak? A czym, drogi studencie, etanol różni się od modelowego wirusa? Wniknął w ciebie i bezczelnie domaga się namnożenia. Przecież popyt rodzi podaż, więc jak kupisz sobie kolejne piwo, to… No, to co, mądra głowo? Czy nie stajesz się alkoholowym namnażaczem? Wypijesz jedno, to w jego miejsce uwarzą drugie. A potem kolejne. Może jeszcze winko sobie w piwnicy nastawisz, by działać bardziej bezpośrednio?

1 2 3

Nowy ogląd starej rzeczy
  • 5.00 / 5 5
1 ocena, 5.00 śr. ocen (95% punktów)

Komentarze Facebook:

Komentarze/y

Komentarze czasopisma:

Dodaj komentarz

Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.