Świat tańczy, jak mu zagramy

czwartek, 21.05.2015r.
Autor: napisał/a 10 artykułów.

alternatywna2Nawet nie zauważyliśmy, kiedy piosenka stała się łatwym do zastąpienia, seryjnie wytwarzanym produktem o krótkiej dacie ważności, tracąc swój artystyczny walor. Tracimy umiejętność prawdziwego słuchania – muzyka, dostępna w telefonach, otaczająca nas w sklepach i komunikacji miejskiej, jest tłem, a nie wartością samą w sobie. Spoglądając uważniej, można jednak dostrzec pocieszającą prawidłowość – grupa bardziej wymagających słuchaczy rośnie w siłę. Artyści prześcigają się więc w oryginalnych pomysłach. A czy Polacy wychodzą naprzeciw rosnącym oczekiwaniom? Okazuje się, że rodzima muzyka alternatywna, do tej pory nieco ignorowana, ostatnimi czasy zyskuje coraz większą popularność – również za granicą.

Pojęcie muzyki alternatywnej może być różnie rozumiane – granice między alternatywą a głównym nurtem ulegają zatarciu. Płynne granice tego terminu uniemożliwiają sformułowanie jednoznacznej definicji, ale w ogólnym znaczeniu muzyką alternatywną nazywamy twórczość, często awangardową i niszową, która odbiega od konwencji muzyki komercyjnej. Samo pojęcie nie jest ograniczone gatunkowością – w zakres muzyki alternatywnej mogą wpisywać się zarówno utwory rockowe, jak i elektroniczne.

Bez wątpienia stwierdzenie, że Polska nie istnieje na muzycznej mapie świata, byłoby co najmniej ignorancją. Krzysztof Penderecki jest powszechnie rozpoznawalnym i uznanym kompozytorem, a Hollywood kocha polskich twórców muzyki filmowej: Wojciecha Kilara, Jana Kaczmarka czy Zbigniewa Preisnera. Jednak pomijając osiągnięcia w zakresie muzyki poważnej, dotychczas polscy muzycy byli niedostrzegalni na światowej scenie. Nasze popowe utwory nigdy nie dorównywały jakością produkcji i wykonania zagranicznym. Dla twórców muzyki alternatywnej ubiegły rok był natomiast pasmem sukcesów. Czy to znak, że w końcu przełamujemy stereotyp Polski jako muzycznego zaścianka? Taki pogląd niestety wciąż funkcjonuje: wystarczy przytoczyć relację z katowickiego OFF Festival, opublikowaną ubiegłego lata na amerykańskim portalu muzycznym Pitchfork. Jej autorka Jenn Pelly, wybierając się do Polski, spodziewała się zastać kraj zaniedbany, biedny i zacofany. Niestety jej obawy znalazły odzwierciedlenie w rzeczywistości – w tekście Pelly opisuje ponure fabryczne krajobrazy i nazistowskie graffiti na murach kamienic, a następnie schematycznie krytykuje niektóre występy. Artykuł wywołał wzburzenie wśród polskich internautów, ale dał miarodajny obraz tego, jak nasz kraj jest postrzegany oczami Zachodu. Potwierdzają to też słowa odkrycia minionego roku – Fismolla. Ukrywający się pod tym pseudonimem Arkadiusz Glensk mówi w wywiadzie dla portalu Brand New Anthem: Mandy Parnell, która masterowała moją płytę, powiedziała, że nigdy nie słyszała żadnego polskiego projektu, a Polska jest czarną dziurą muzyczną w Europie i na świecie.

Nowe podejście

Choć daleko nam do rynku amerykańskiego czy brytyjskiego, polska scena w ciągu ostatnich lat dynamicznie się rozwija. Przybywa unikatowych artystów, którzy wystrzegają się powielania utartych zachodnich wzorców, czerpiąc inspiracje między innymi z muzyki ludowej. Nie mam tu na myśli intensywnie promowanego ostatnio Donatana, ale na przykład Goorala, producenta muzycznego, łączącego elektroniczne brzmienia z tradycyjną muzyką góralską. Jego utwory udowadniają, że nie ma w muzyce przeciwstawnych biegunów, których nie można ze sobą łączyć; wszystko sprowadza się do umiejętnej, niesztampowej kompozycji. Wygląda więc na to, że Polacy powoli pozbywają się poczucia obciachu, z jakim dotychczas wiązało się w kraju czerpanie z folkloru.

1 2

Świat tańczy, jak mu zagramy
  • 0.00 / 5 5
0 ocen/y, 0.00 śr. ocen (0% punktów)

Komentarze Facebook:

Komentarze/y

Komentarze czasopisma:

Dodaj komentarz

Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.